Ludzie dzielą się na tych którzy kochają koty, i na tych, pokrzywdzonych przez los. O.Wilde

niedziela, 18 listopada 2012

O problemach z siusianiem - historia ku przestrodze

Sami przechodziliśmy problemy z sikaniem poza kuwetą, więc serce mi się ścisnęło jak znalazłam tą historię kotka Henryczka na FB. Kotek zostal adoptowany a  potem oddany bo sikal. Przeczytajcie i zobaczcie do czego moze doprowadzic zaniedbanie. Biedy Henryczek :(

Cytuję żywcem z tej strony

"Znajdujesz na ulicy chore kociątko. Zabierasz, leczysz, karmisz, uczysz kochać człowieka, znajdujesz kociakowi dom. Wybierasz najlepszy dom na świecie…
I po prawie dwóch latach dom przestaje być najlepszy na świecie, oddaje Ci kota, bo kot… siusia poza kuwetą. Dom nie myśli o tym, aby zabrać kota do weterynarza, żeby sprawdzić, czemu tak się dzieje, żeby chociaż poszukać informacji w internecie. Nie. Dom oddaje kota, bo kot się zepsuł…
Taka jest Henryczkowa historia....
Problem w tym, że dom zastanawiał się bardzo długo nad oddaniem Henryczka, jednocześnie nie robiąc nic, aby kotu pomóc. Tak. Pomóc kotu, nie sobie.
Dziś Henryczek, po powrocie do swojego domu tymczasowego sprzed dwóch lat, w końcu trafił do lekarza weterynarii.
To oficjalny opis od lekarza:
Całkowita niedrożność cewki moczowej. Kot wyje z bólu. Ciągłe skurcze całej tłoczni brzusznej w celu oddania moczu. Bardzo duża bolesność całej jamy brzusznej. Omacywaniem wyczuwalny ogromny pęcherz moczowy, wypełniony moczem, twardy, bardzo tkliwy. Kot bardzo cierpiący. Cewnikowanie bez powodzenia. Przeszkoda w postaci kamienia w odległości około 6mm od ujścia cewki moczowej. Po premedykacji, masażu, i płukaniu przez cewnik, udało się rozbić zator cewki moczowej, ujawniony jako mocno zbity piasek i grudki. Opróżniono pęcherz z około 150ml krwistego moczu. Założono cewnik do cewki moczowej. Cewnik wszyto. Wykonano płukanie pęcherza moczowego, pobrano krew do badania w celu wykluczenia uszkodzenia nerek i określenia stopnia zatrucia, wtórnie wchłoniętym moczem. Podłączono płyny, podano leki przeciw obrzękowe, przeciwbólowe i rozkurczowe oraz antybiotyk. Stan ogólny zwierzęcia określono jako stan zagrożenia życia w momencie przyjęcia do szpitala.

Jeszcze jeden dzień, może tylko kilkanaście czy kilka godzin, a Henryczka już by nie było. Do tego doprowadził najlepszy dom na świecie…
Henryczek jest w szpitalu weterynaryjnym. Jest leczony, ale najważniejsze, że w końcu przestało go boleć, że w końcu ktoś mu pomaga.
Henryczek przebywa pod opieką Fundacji Viva! akcja Kotylion. Wolontariusze proszą o wsparcie"


27 komentarzy:

  1. Piękna i smutna historia.
    I jak częsta.....

    Często o tym myślę ... oby było mnie stać na leczenie w razie choroby koteczków .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym mowisz. Jednym z powodow dla ktorych trzymam karte kredytowa, jest wlasnie zdrowie mruczkow.

      Usuń
  2. Posmutniałam bardzo, gdy słyszę o zwierzątkach któe muszą cierpieć dlatego, że pokochały nie tego człowieka co trzeba..uratowałam sama Maksa i Szyszkę przed śmiercią i kocham je mocno. Zakupiłam trochę cegiełek a ino przekazałam dalej

    OdpowiedzUsuń
  3. Coraz więcej takich historii niestety ...:(((
    Często chore zwierzęta się wyrzuca jak zepsute zabawki-// Słów brak co do tych ludzi ...Nawet ludźmi bym ich nie nazwała !

    Za kotka mocne kciuki trzymam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre jest to teraz ze kotka lecza, mam nadzieje ze wroci do pelnego zdrowia

      Usuń
  4. Biorac do domu zwierze, zawsze trzeba liczyc sie z tym, ze moze zachorowac, a to skutkuje niemalymi kosztami weterynaryjnymi. Jesli nas na nie nie bedzie stac, lepiej nie porywac sie na zwierzatko w rodzinie.
    Henryczek sie popsul, Henryczka sie oddalo, wezmie sie nowego Henryczka, ktory bedzie moze dzialal bez zarzutu.
    Wstyd czasem byc czlowiekiem.
    Gdyby zebrac do kupy wszystkie koszty, jakie ponieslismy na leczenie naszego pieska po paralizu, mozna byloby za to kupic uzywany samochod.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pradwa, czasami byc czlowiekiem to wstyd:(
      Tez wydalismy mala fortunke na operacje Albercika. Powiedzialam mojemu mezowi ze bedziemy jesc makaron na wodzie a na weta znajdziemy...

      Usuń
  5. Szkoda,że głupota ludzka nie ma skrzydeł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jak wysoko niektorzy by latali

      Usuń
  6. Ech... tylko kota w tym wszystkim żal...
    A ludzie żadnych konsekwencji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie. Dobrze ze pomoc nadeszla. Ale moglby wcale nie cierpiec jakby mial rozsadniejszych wlascicieli.
      Zastanawiam czy jakby im dziecko sikalo poza wc, tez by go nie leczyli?

      Usuń
  7. Pewnie twierdzili, że kot sika bo jest złośliwy... :(
    Biedne kocisko. Mam nadzieję, że teraz otrzyma potrzebną pomoc.

    OdpowiedzUsuń
  8. Biedne kocisko. Adoptowaliśmy naszego kota trzy lata temu i przez myśl by nam nie przeszło, że możemy go oddać. Nawet gdyby się "zepsuł"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy bym nie oddała swoich kotow, to tak jak oddac czlonka rodziny..

      Usuń
  9. Niestety tak historii jest wiele. Dobrze, że ta ma szanse na pozytywne zakończenie! :). Trzymam kciuki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Always look on the bright side of life :)

      Usuń
  10. Matko kochana to już druga straszna historia o jakiej słyszę czemu ludzie nie myślą ? To tak samo jak z moim starszym kotkiem kot po przejściach wcześniejsi właściciele nie raczyli zaszczepić pójśc do weta nic przecież to kot jak zdechnie to zdechnie masakra jakaś :/ ja życzę takim ludziom podobnego traktowania względem ich jak oni traktowali te zwierzątka :( smutne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez im tak zycze, zeby ktos ich oddal jak zachoruja..

      Usuń
  11. Biedny kot, nasz też zaczął robić poza kuwetę po mnóstwie wizyt u weterynarza wprowadzania nowych leków i badań sie okazało że ma to na tle psychicznym i potrzebuje wolności (był to kot całkowicie domowy nie wypuszczany wcześniej) od kiedy wypuściliśmy go na zewnątrz, kupiliśmy specjalną budę dla kota żeby w razie czego mógł sobie przenocować to do domu przychodzi jedynie na jedzonko a i myszy zaczął nam przynosić od razu widać że jest szczęśliwszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej zrobiliscie badania i poszukaliscie rozwiazania, to sie chwali :)

      Usuń
  12. niestety takich historii jest bardzo dużo i niestety tu gdzie mieszkam moje dbanie o zwierzęta jest uważane za nienormalne a nie odwrotnie. dobrze, że chociaż temu jednemu biedakowi można pomóc. trzymam kciuki żeby jego historia miała szczęśliwy finał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne to co piszesz, przydaloby sie niektorych powtornie wyedukowac.

      Usuń
  13. Taka smutna historia, a ja właśnie dziś ze złamanym sercem wiozłam moją kiciunię maleńką do weterynarza, bo wczoraj zaczęła kichać i robiła rzadkie kupki... Jak można tyle czekać, przecież kot już dawno byłby zdrowy i nie cierpiał, a wystarczyło tylko trochę dobrej woli i... miłości, bo pieniądze zawsze się znajdą.

    OdpowiedzUsuń