Ludzie dzielą się na tych którzy kochają koty, i na tych, pokrzywdzonych przez los. O.Wilde

środa, 5 grudnia 2012

Ulga...

Opowiadalam juz ze pojawil sie u nas w ogrodzie maly czarny kot, bardzo mily, robi stojke do reki i jest dosc przyjazny. Nie byl wykastrowany wiec troche byl bojowy, ale nie agresywny. Dokarmialismy go troche, bo I tak zostawala nam karma, ktorej nie zjadaly nasze grubasy, a ktora szkoda bylo wyrzucac.
Kiedys przyszedl z wielkim spuchnietym okiem, zabralismy wiec go do weta. Pomieszkiwal u nas w domku ogrodowym, a potem M. zrobil dla  niego kocia budke ze styropianu( historia o budce opowiem w innym poscie), wiec zamieszkal na polce na kwiatki w swojej budce.

Robilo sie coraz zimniej, szkoda nam bylo zeby marzl w budce w ogrodzie. Ale najpierw chcielismy go wykastrowac. Problem w tym ze kocisko mieszkalo nadal na zewnatrz, wiec nie wiadomo dokladnie kiedy sie pojawi. Ciezko wiec bylo umowic wizyte u weterynarza.
Ale przedwczoraj zauwazylismy ze bardzo wylizuje brzuszek. Jak wskoczyl na lozko zostawil slad z krwia. Przesraszylismy sie  I umowilam wizyte u weterynarza wczoraj wieczorem. Troche bylo z tym zabawy, bo kocisko siedzialo grzecznie w domu, ale jak przszla pora do weta, szybko zmienilo zdanie I poszlo na spacer. No I uciekla nam wizyta u  weta. Pani byla mila I przelozyla wizyte o godzine, a my czekalismy na kota aa wroci. W momencie kiedy dzwonilam zeby przelozyc wizyte na dzis – mruczek wrocil! Zaladowalismy go do kontenerka (przy pomocy plasterka krakowskiej I kuchennych rekawic) I pojechalismy.
Wet powiedzial ze przed przyjeciem dzikiego kota do domu powinnismy go przebadac czy nie ma FiV ani bialaczki. Moga mu zrobic takie badanie jak uspia go do zabiegu kastracji. I wtedy powiedzial cos przez co nie moglismy spac cala noc: jezeli okaze sie ze ma te badziewie we krwi, lepiej go nie wybudzac z narkozy, tylko uspic. Myslalam ze sie przeslyszalam. Wet wyjasnil ze to ryzyko dla naszych I sasiedzkich kotow, ze  musi nas przestrzec ale nie moze nas przymusic do podjecia decyzji. Ale bioroac pod uwage nasze domowy koty powinnismy to przemyslec.
O matko. Nie poto przeciez go przywiezlismy do weta zeby go uspic tylko zeby mu dac dom. Z drugiej strony nie chcielibysmy ryzykowac zdrowia naszych domownikow, to byloby wobec nich nie fair.
Wet powiedzial ze zadzwoni do nas ja beda wyniki krwi I wtedy podyskutujemy dalej zeby podjac decyzje. Cala noc przewracalismy sie po lozku, a rano nie mialam nawet ochoty na kawe takie mialam cisnienie. Caly czas trzymalismy kciuki zeby okazalo sie ze jest zdrowy. Zeby nie musiec stawac przed ta cholerna decyzja.
Wet zadzwonil ok 10tej dzis rano o powiedzial ze nie ma ani FIV, ani bialaczki. Hurra!!!!!! Co za ulga!!!!! Ze obejrzal go dokladnie, to co krwawilo z brzuszka, to byl wrzod, ktorego oczyscil. Kocio zostal wykastrowany I dostal antybiotyk. Doktor powidzial ze byl bardzo greczny I dzielny. I ze dobrze ze go upaslismy (!) przed operacja, to zwiekszylo jego szanse na udany zabieg. Uff, co za ulga ze wszystko sie dobrze skonczylo.
Wieczorem odbieramy Tymusia. Wet powiedzial ze powinninsmy go nazwac Zwarte Piet bo jest  caly czarny jak Czarny Piotrus, pomocnik Mikolaja. Dzis w Holandii obchodzi sie Mikolajki, Tymus vel Zwarte Piet dostanie nowy domek w prezencie!  :)

18 komentarzy:

  1. Jaka wspaniała historia!!! Jak dobrze, że na świecie są jeszcze tacy ludzie!!! Jak dobrze, że Tymus spotkał na swojej drodze właśnie Was. Życzę mu długiego, spokojnego życia i dużo zdrowia. Wy pamiętajcie- dobro powraca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekujemy! :) Wystarczy ze Tymus bedzie sie chowal zdrowo :)

      Usuń
  2. Wiem o FIV-ie bardzo dużo , bo moje 2 rude to Fivki...
    Ale całe szczęście,że tak się zakończyło.
    U Was mogą obowiązywać inne przepisy odnośnie FIV i białaczki.
    Dużo dobrego Wam wszystkim życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie czytalam troche o twoich rudasach i zastanawialam sie jak to jest, ze one sobie tak zyja razem. Przeciec ryzykow jakies jest?
      Dziekujemy!

      Usuń
  3. Czarny Piotruś - zacne imię - nie mylić z innymi postaciami o tym mianie będącymi często czarnymi charakterami. Czy ten figlarz zostanie już u Was?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano zostanie. Narazie bardzo prosi na dwor, ale wet powiedzial ze 10-dni musi siedziec w domu. Mowi duzo miauu ostatnio, chyba mu sie teskni za podworkiem

      Usuń
  4. I znow kolejny czarny kotek, sliczniusi! Bedzie mieszkal juz w domu, razem z innymi, czy dalej w ogrodku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem caly czarnym tylko pare wloskow na klatce ma bialych. Bedzie mieszkal w domu o ile zechce. Narazie 10 dni musi siedziec w domu az zupelnie wydobrzeje.

      Usuń
  5. Moniko, tak się cieszę! Bałam się czytając tą historię, czy dobrze się kończy, ale skończyła się genialnie!
    To Wasz 5 kot! Dopisać do spisu? Przyślesz mi zdjęcie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wysle! ale zrobie mu zdjecie jak mu troche futerko odrosnie na szyi, bo musieli go troche ogolic do pobrania krwi :)

      Usuń
  6. Wzruszająca historia :-) Super że wyniki dobre i się Piotrusiowi tak poszczęściło :))
    No i czarne koty kochamy wszystkie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A futro ma takie czarne jak smola. Inne koty te bialo czarne, maja taki ciemnobrazowy podszerstek, a on nie. Calkowicie czarny :)

      Usuń
  7. No, ale co byście zrobili, gdyby się jednak okazało, że ma FiV lub FELV? Czy weterynarz wziął pod uwagę ewentualność, że Tymuś znalazłby dom, nie u Was, ale taki, w którym mógłby być na przykład jedynakiem i spokojnie sobie żyć? Zwłaszcza kotki FELV+ mogą bardzo długo żyć i znajdują często swoje miejsce w domkach z innymi felvkami... :). To tylko takie pytanie, sugestia na marginesie, bo wiadomo - nieaktualne. Gratuluję dokocenia :)! I bardzo się cieszę razem z Wami :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie nie wiem, i dlatego ciesze sie ze nie musielismy o tym myslec. Wiem ze np u Jasnej dwa takie koty zyja w domu, wiec ta opcja z usypianiem mi sie nie podobala.
      Pewnie by zyl w garazu do wygojenia, a my bysmy szukali domu do zamieszkania. Mamy dosc sprawnie dzialajace schonisko, moze by pomogli szukac domku. Napewno bym go do nich nie oddala, bo musialby siedziec w klatce. No ale na szczescie nie musielismy tego robic.
      Musze powiedziec ze taka sytuacja troche otwiera oczy. Bedziemy troche ostrozniejsi nastepnym razem przed adopcja.

      Usuń
    2. No tak. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. Ps. czy masz może inne zdjęcie Tymusia? Właśnie zaczęłam Waszą choineczkę :D

      Usuń
    3. Nie mam jeszcze, caly czas biedaczek odsypia narkoze. a ze spi na czarnym kocyku, zdjecia wychodza pt" trzech murzynów w ciemnej sieni".
      to najlepsze zdjecie jakie mam jak narazie :)

      Usuń
  8. bardzo ciepło napisana historia piotrusia.a zakończenie najlepsze. niech koteczek żyje długo i szczęśliwie. pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ależ historia...
    Dobrze, że z hepiendem;-)
    A 5 kotów w domu to prawdziwe wyzwanie, szczerze podziwiam;-)

    OdpowiedzUsuń