Ludzie dzielą się na tych którzy kochają koty, i na tych, pokrzywdzonych przez los. O.Wilde

czwartek, 3 października 2013

Historia jednej znajomosci


Moja siostra zaadoptowala Rysia w tym samym czasie kiedy my stalismy sie rodzina dla Albercika.
Rysio to sportowy (znaczy szczuply ;) pogodny kotek, caly rudy a wlasciwie bezowy. Jednym slowem sliczny. Wystapil z Myszkinem w filmie pt”Wejscie Kota”, zdjecia mozecie zobaczy tu. Rysio mieszkal z moja siostra i mama w bloku na parterze. Codzinnie chodzil na spacery. Z balkonu zeskakiwal na trawnik, biegal jak dlugo chcial. A potem wracal. Mial na balkonie krzeslo z kocykim i miske z woda, taka swoja poczekalnie jak nikogo nie bylo w domu :)

Siostra skonczyla szkole i postawila emigrowac za chlebem. W tym czasie mama zajmowala sie Rysiem. Potem rowniez mama wyruszyla na emigracje. Rysiem opiekowal sie sasiad. Jaka to byla opieka mozecie sie domyslec. Sasiad nie mial zwierzat, wiec byl dosc malo zdyscypliowany zeby go wpuszczac do domu czy karmic. Zreszta szkoda bylo Rysiaczka zeby tak sam mieszkal w domu. I za ktoryms razem kiedy my jechalismy do Polski smochodem, zabralismy do w podroz powrotna ze soba. Rysio bardzo dzielnie zniosl podroz samochodem. Po przyjezdzie mieszkal u nas “na wsi” przez miesiac, zeby troche go utuczyc;) a potem pojechal do siostry do miasta.

W miescie mieszkal w kamienicy z nowym braciszkiem i siostra, bo moja siostra wziela 2 nowe kociaki.
Nowe kotki byly niewychodzace, Rysio jednak nauczony swobody domagal sie wyjscia. Siostra zaczela go wypuszczac. Rysio zawsze wracal po paru godzinach. Az pewnego dnia nie wrocil
Siostra szukala go wszedzie porozwieszala ulotki z nagroda. Lakomi nagrody ludzie dzwonili do niej mowiac “wez pani mojego kota, jest bardzo podobny”, ech szkoda gadac.

Rysio zaginal w zeszlym roku w czerwcu :\
W tym roku w czerwcu do naszego ogrodu zaczela przychodzic nowa kicia z obrozka. Przesiadywala u nas tak czesto, ze sasiedzi mysleli ze mamy nowego kota. Na informacje ze nie jest to nasz kot , bardzo chcieli pomoc znalezc jej wlasciela. Dawalismy ogloszenia na lokalnych stronach internetowych, a takze u naszego weterynarza. Pare stron interentowych mialo wyszukiwarke gdzie mozna bylo wpisac numer chipu. Niestety, kicia czipu nie miala, nie miala takze adresu doczepionego do obrozki.

Nie wiem dlaczego, ale postanowilam wpisac numer czipu Rysia do tej wyszukiwarki. Mysle ze w glebi serca nie chcialam dopusic mysli ze juz go nigdy nie zobacze - chociaz to nie byl moj kot. Jakie bylo moje zdziwienie gdy zobaczylam w wyszukiwace znaleziony numer chipu, a takze informacje ze kot jest zywy i numer telefonu do wlasciciela! Zaraz podalam dane mojej siostrze I ona tam zadzwonila.

Co sie okazalo: Rysio mieszka u emerytowanego adwokata! J Pan ma ok 70 lat, i bardzo Rysia kocha. Zabral go w zeszlym roku od studentow(!), leczyl go, utuczyl i zyja sobie razem szczesliwie. Zmienil mu imie, Rysio nazywa sie teraz Tomasz :) No i tu byl dylemat: co robic? Jako prawowita wlascicielka siostra moglaby go zabrac. Z drugiej strony ma w domu 3 koty niewychodzace. U pana prawnika Tomaszek jest jedynym kotem i mieszka w kamienicy z ogrodem. Siostra poszla go odwiedzic, stwierdzila ze wyglada bardzo dobrze...
 


No i postanowila, ze Tomaszek zostanie u starszego pana.... a siostra "zachowa prawo do odwiedzin"

Widzicie wiec, ze warto jest zaczipowac kota i nie przestawac go szukac :D
Napisalam Wam ta historie ku pokrzepieniu serc :)




 

24 komentarze:

  1. Zwierzeta wychodzace powinny byc obowiazkowo zaczipowane, zarowno psy jak i koty. To pomaga zapobiec najgorszemu, kiedy zwierzak gdzies sie zawieruszy.
    Wzruszajaca historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie. Trzeba takze dodac ich do bazy danych dla zwierzakow. Czesto zdarza sie ze zwierze ma czip, ale i tak nie mozna znalezc wlasciciela... bo sam czip nie przechowuje danych o wlascielu.

      Usuń
    2. Tu dzieje sie to automatycznie, kiedy wet wszczepia czip. Od lipca obowiazuje w naszym landzie centralny rejestr, tam trzeba sie meldowac samodzielnie (Platnie!)

      Usuń
    3. a to dobrze:) W Holandii dopiero w tym roku wprowadzili obowiaze czipowania psow (!), dla kotow jak narazie takiego nie mam. A poniewaz my jesteśmy emigranty, sami musielismy poprosic o rejestracje. Rejestracja jak narazie jest darmowa :)

      Usuń
  2. Piękna historia z dobrym zakończeniem. Oby takich więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję, ze i innym kotkom się poszczęsci i wróca do domu :)

      Usuń
  3. Moje oba mają czipy, chociaż żeby się zgubić miały to naprawdę byłby cud. Ale przynajmniej kocia klapka jest tylko dla nich bo działa na czipy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocia klapka na czipy - tez o tym myslimy :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. To dobrze, maja wieksza szanse na powrot do domu :) (oczywiscie w razie czego :)

      Usuń
  5. A to ci historia! Dobrze, że siostra zostawiła Rysia u tego pana - na pewno jest w dobrych rękach.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była już dwa razy u niego z wizyta, Rysiaczek ma tam dobrze :)

      Usuń
  6. Wzruszyłam się. Rysiu vel Tomasz zapewne w nowym domu jest szczęśliwy, a siostra ma pewność, że nic mu się nie stało. Ale fakt - zwierzeta warto zaczipować. Łatwiej je w razie czego odnaleźć.
    Sciskam
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  7. Wzruszająca historia :-) Piękny kotek i dobrze trafił jak widać ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miał wyczucie do kogo pojsc:) Odkad mieszka z panem prawnikiem, przytyl przynajmniej z kilogram :)

      Usuń
  8. Ale wspaniała historia !!!
    Miał kotek szczęście.
    Wzruszyło mnie to ze można kotka odwiedzać .....
    Chciałabym aby w Polsce sie takie historie zdarzały, albo raczej tak się kończyły ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tez sie zdarzaja, napewno sa tam dobrzy ludzie :)

      Usuń
  9. To prawda! Ale fajnie, że ta historia ma happy end :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rzeczywiście budująca :), ale co się stałą z kotką, która do Ciebie przychodzi?...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mam refleks.. dopiero odpowiadam: kupiłam kici różową obróżke z beczułką i wsadziłam tam karteczkę z napisem: czy ja mam właściciela? jeżeli tak to proszę zaopiekuj się mną, bo ciocia sie o mnie martwi" . za kilka dni kicia wróciła z nową fioletową obróżka i wiadomością w beczułce: mam na imię Zorka. mieszkam tu i tu nr telefonu. Zadzwoniliśmy tam i co się okazało: państwo pojechali na urlop na miesiąc czasu. Kicia została pod "opieką". Opiekun wypuszczał kicię, ale nie koniecznie czekał zeby wracała. Kicia błąkała się po okolicy i przychodziła do nas... Od czasu telefonu kicia pojawiła się tylko klika razy u nas. może dbają o nią trochę lepiej teraz:)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Sama widzisz ze warto nie przestawać w poszukiwaniach

      Usuń