Ludzie dzielą się na tych którzy kochają koty, i na tych, pokrzywdzonych przez los. O.Wilde

czwartek, 31 października 2013

Sukces po czterech latach...

Rudzik jest z nami od sierpnia 2009 roku. Znalezlismy go na parkingu przymierajacego z glodu. Zabralismy do domu.. i juz z nami zostal.
Rudzio to najgrzeczniejszy z naszych kotkow, niekonfliktowy i nieargresywny w stosunku do nas i do innych kotow. Niestety weterynarza nie lubi (kliknij tu  zeby przeczytac historie leczenia zebow).
Przeszlosc Rudzia i fakt  ze adoptowaliscmy go jako kota doroslego spowodowala ze nie jest miziastym kotkiem. Daje sie troche glaskac, spi czasami z nami w nogach lozka, ale to wszystko.
Do wczoraj. Wczoraj wieczorem moj maz zameldowal ze pozno w nocy Rudzio wlazl na jego brzuch, pougniatal lapkami i na nim zasnal. Taaaa.. od razu.... swiadkow na to nie bylo.
Ale dzis Rudzio powtorzyl sztuczke, wlazl tym razem na kolana i bylam na miejscu zeby to wszystko sfotografowac!






Niedowiarkom ktorzy mowia ze doroslego kota nie da sie oswoic i ze nie jest taki kochany jak maly kociaczek mowie: da sie i to prawda. Trzeba tylko czasu :)

poniedziałek, 28 października 2013

Nie - testowaniu na zwierzętach podpisy nadal potrzebne - podpisujemy i udostepniamy!

Chociaż już przekroczono wymagany prog miliona podpisow, częsć podpisow "papierowych" została podważona jako nie ważne. 
Dlatego projekt ma nowy próg 1.100.000 podpisów do którego uzyskania brakuje 59.780 na dzien dzisiejszy.

Bezpośredni link do petycji tutaj

Podpisujemy i udostępniamu na blogach jeżeli cierpienie zwierząt nie jest nam obojętne!
 Brakuje tak mało, ale wierzę,że razem damy radę.

piątek, 25 października 2013

Mowimy NIE eksperymentom na zwierzętach

Jeszcze 6 dni zostało do zakończenia zbierania podpisów przeciwko eksperymentom na zwierzętach. Choć juz zebrano wymagany 1mln podpisów w calej unii, caly czas mozna dołączyć i podpisać petycję. Organizatorzy nakłaniają żeby nadal podpisywać petycję, żeby nie można było jej podważyć.

Bezpośredni link do petycji:

Wiecej informacji o tej inicjatywie na stronie stopvivisection

Jak zobaczylam to zdjecie na FB to podpisalam. NIE zgadzam sie na takie traktowanie zwierząt. Ten kot mogł mieć dom a nie być zwierzęciem doświadczalnym.

Jeżeli chcecie zobaczyć co z tego kota zostało po eksperymencie, poszukajcie na ich stronie na FB. Zdjęcia są drastyczne.
Czasami wstydzę się że jestem człowiekiem.

czwartek, 3 października 2013

Historia jednej znajomosci


Moja siostra zaadoptowala Rysia w tym samym czasie kiedy my stalismy sie rodzina dla Albercika.
Rysio to sportowy (znaczy szczuply ;) pogodny kotek, caly rudy a wlasciwie bezowy. Jednym slowem sliczny. Wystapil z Myszkinem w filmie pt”Wejscie Kota”, zdjecia mozecie zobaczy tu. Rysio mieszkal z moja siostra i mama w bloku na parterze. Codzinnie chodzil na spacery. Z balkonu zeskakiwal na trawnik, biegal jak dlugo chcial. A potem wracal. Mial na balkonie krzeslo z kocykim i miske z woda, taka swoja poczekalnie jak nikogo nie bylo w domu :)

Siostra skonczyla szkole i postawila emigrowac za chlebem. W tym czasie mama zajmowala sie Rysiem. Potem rowniez mama wyruszyla na emigracje. Rysiem opiekowal sie sasiad. Jaka to byla opieka mozecie sie domyslec. Sasiad nie mial zwierzat, wiec byl dosc malo zdyscypliowany zeby go wpuszczac do domu czy karmic. Zreszta szkoda bylo Rysiaczka zeby tak sam mieszkal w domu. I za ktoryms razem kiedy my jechalismy do Polski smochodem, zabralismy do w podroz powrotna ze soba. Rysio bardzo dzielnie zniosl podroz samochodem. Po przyjezdzie mieszkal u nas “na wsi” przez miesiac, zeby troche go utuczyc;) a potem pojechal do siostry do miasta.

W miescie mieszkal w kamienicy z nowym braciszkiem i siostra, bo moja siostra wziela 2 nowe kociaki.
Nowe kotki byly niewychodzace, Rysio jednak nauczony swobody domagal sie wyjscia. Siostra zaczela go wypuszczac. Rysio zawsze wracal po paru godzinach. Az pewnego dnia nie wrocil
Siostra szukala go wszedzie porozwieszala ulotki z nagroda. Lakomi nagrody ludzie dzwonili do niej mowiac “wez pani mojego kota, jest bardzo podobny”, ech szkoda gadac.

Rysio zaginal w zeszlym roku w czerwcu :\
W tym roku w czerwcu do naszego ogrodu zaczela przychodzic nowa kicia z obrozka. Przesiadywala u nas tak czesto, ze sasiedzi mysleli ze mamy nowego kota. Na informacje ze nie jest to nasz kot , bardzo chcieli pomoc znalezc jej wlasciela. Dawalismy ogloszenia na lokalnych stronach internetowych, a takze u naszego weterynarza. Pare stron interentowych mialo wyszukiwarke gdzie mozna bylo wpisac numer chipu. Niestety, kicia czipu nie miala, nie miala takze adresu doczepionego do obrozki.

Nie wiem dlaczego, ale postanowilam wpisac numer czipu Rysia do tej wyszukiwarki. Mysle ze w glebi serca nie chcialam dopusic mysli ze juz go nigdy nie zobacze - chociaz to nie byl moj kot. Jakie bylo moje zdziwienie gdy zobaczylam w wyszukiwace znaleziony numer chipu, a takze informacje ze kot jest zywy i numer telefonu do wlasciciela! Zaraz podalam dane mojej siostrze I ona tam zadzwonila.

Co sie okazalo: Rysio mieszka u emerytowanego adwokata! J Pan ma ok 70 lat, i bardzo Rysia kocha. Zabral go w zeszlym roku od studentow(!), leczyl go, utuczyl i zyja sobie razem szczesliwie. Zmienil mu imie, Rysio nazywa sie teraz Tomasz :) No i tu byl dylemat: co robic? Jako prawowita wlascicielka siostra moglaby go zabrac. Z drugiej strony ma w domu 3 koty niewychodzace. U pana prawnika Tomaszek jest jedynym kotem i mieszka w kamienicy z ogrodem. Siostra poszla go odwiedzic, stwierdzila ze wyglada bardzo dobrze...
 


No i postanowila, ze Tomaszek zostanie u starszego pana.... a siostra "zachowa prawo do odwiedzin"

Widzicie wiec, ze warto jest zaczipowac kota i nie przestawac go szukac :D
Napisalam Wam ta historie ku pokrzepieniu serc :)