Ludzie dzielą się na tych którzy kochają koty, i na tych, pokrzywdzonych przez los. O.Wilde

Nasze historie

Zaczęło się 9 lat temu. W niedzielę, nazajutrz po firmowym pikniku, po zażyciu ogromnej ilości alkoholu, chciałam tylko jednego - świętego spokoju. Głowa mi pękała w szwach, było już południe, a za drzwiami miauczało wściekle jakieś kocisko. Otworzyłam drzwi żeby uciszyć wrzeszczące zwierze. A tam na wycieraczce siedział chudy stwór wielkości piłeczki tenisowej ( no może ciut większy, pamięć ludzka zawodna jest) i wytrzeszczał na mnie oczka. Zapytałam : Czyj kot jesteś? Cisza. Głodne kocisko? Miau. To wchodź, ale się nie drzyj. Nie będę. I tak została Franczeską :) Dla gości Franczeska, dla domowników Franca. Bo okazało się że kota ma charakterek :) Potem przemianowałam ją na Tosię, zrobiło się bardziej swojsko.
Tu występuje w charakterze instalacyjki wielkanocnej:

A tu sie po prostu wałkoni na słońcu:

Albercika wzięliśmy żeby Tośce nie było smutno, bo całymi dniami sama siedziała w domu. Niestety, nie powiedziała nam, że jej się samej dobrze mieszka, i wybuchł koci konflikt który trwa do dziś.
Albercik jest z nami od maluszka i kochanym mięciuchem. Cały czas ma charakter małego słodziaka i jest bardzo przytulasty.
W czasie zeszłorocznych upałów szukał sobie miejsca żeby odsapnąć od gorąca i proszę co wykombinował! Szkoda ze jestem za duża, bo sama bym tam wlazła - tak było gorąco!

A tu śpi na supermena;)

Cały czas żałowałam że nie wzięłam wraz z Albercikiem jeszcze jednego koteczka. Miałby się z kim bawić i do kogo przytulać. Bo na Tośke nie nie mógł liczyć.
I tak pojawiła się Kocinka. Albercik natychmiast ją zaadoptował a Zuzia pokochała go bardzo. No i trzymają razem stronę przeciwko Tośce. Do tego stopnia, że Tośka nie ma teraz wstępu na górę.

Zuzia okazała się miłośniczką ekonomii - tu proszę analizuje wykresy giełdowe:
W wolnym czasie uwielbia aportować :)

Historia Rudzika nie jest taka wesoła. Znaleźliśmy go latem na parkingu przymierającego głodem. Misiek poszedł na trening, a po powrocie powiedział mi, że przyszedł do nich na salę kot, który bardzo się łasił. Pewnie bardzo był głodny. Szkoda mi się zrobiło kociaka, wiec wzięliśmy saszetki i suche, i pojechaliśmy do niego. Musiał nie jeść od wielu dni, miał zapadnięte boki i sterczące kości. Rzucił się na jedzenie a my w tym czasie próbowaliśmy wypytać przechodniów czyj to kot. Nikt nic nie wiedział, czy nie przyznawał się, nie wiem. Zabraliśmy go do domu, planujące, że znajdziemy mu domek. Ale okazał się nieagresywnym kochanym kociskiem ...i z nami został :) Rudzik także trzyma sztamę przeciw Tośce, chociaż on jest zdecydowanie pacyfistą :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz